Notatki Karaby
Trochę wyrzutów i krytyki aby zając sobie czas, chociaż wiem że to tylko dla mnie.
poniedziałek, 21 lutego 2011
Wujek Boonmee i coś jeszcze...
Mój dzień miał mi upłynąć pod hasłem: początek semestru, ale nie wyszło. Nie z mojej winy. Po wykonaniu kilku telefonów i nawrzucaniu siostrze na ludzi do których dzwoniłem, postanowiłem sam pójść na Wujka Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia do kina.lab (ledwo tam trafiłem). Kino okazało się bardzo kameralne (na moje oko z 60-70 miejsc), ekran najmniejszy jaki widziałem, ale miło było. Film dostał w zeszłym roku Złotą Palmę, nie mam pojęcia za co. Nie zrozumiałem go, widocznie jestem za głupi albo za mało uduchowiony. Jest to historia chorego człowieka, którego zaczynają nawiedzać duchy przeszłości, zmarła żona, zaginiony syn. Możliwe, że moja nikła znajomość tamtejszej kultury (akcja dzieje się na prowincji w Tajlandii) uniemożliwia jakiekolwiek zrozumienie tej produkcji, ale widziałem, czyli powoli swój plan realizuję.
Po powrocie do mieszkania skończyłem oglądać 2046, bardzo przyjemny, chociaż wymagający skupienia od widza film. Przed chwilą obejrzałem dwie krótko metrażowe pozycje: Dom z małych kostek, który w 2009 roku dostał Oscara, bardzo ciepły i pełen wspomnień film (link do niego jest tutaj); a także Anemiczne kino w reżyserii Marcela Duchampa (tego od puszki zupy pomidorowej) z 1926 roku, dosyć ciekawe chociaż francuskich napisów nie zrozumiałem (link do niego jest tutaj).
niedziela, 20 lutego 2011
Lista Schindlera i nie tylko
Właśnie kończy się moja tygodniowa przerwa semestralna. Nie specjalnie jestem z jej spędzenia zadowolony, szczególnie dlatego że obejrzałem niewiele filmów, a większość to tylko zacząłem. Zgodnie z moim planem obejrzałem chociaż jeden film oscarowy w tygodniu. Tym razem była to Lista Schindlera, w reżyserii Stevena Spielberga (zdziwiony jestem tym faktem), na podstawie książki o takim samym tytule Thomasa Keneally'ego. Ten film był dla mnie wyzwaniem i to nie lada, ponieważ przez warunki panujące w moim otoczeniu w ciągu dnia trudno było znaleźć wystarczająco dużo czasu, aby ten film bez zatrzymywania obejrzeć (3 godziny i 15 minut). Zauważyłem także że filmy które dostały tego Oscara są zazwyczaj najdłużejmetrażowe, co do nich zniechęca. 2 godziny to sporo a co dopiero 3 albo 4, więc boję się Przeminęło z wiatrem. Wracając do Listy... jak na film o holokauście przystało, akcja dzieje się w okupowanej Polsce. W filmie jest wiele niedomówień i niejasnych sytuacji. Co też się z tymi wszystkimi Żydami dzieje? Jednakże widać w bardzo wyraźny sposób stosunek Niemców i niemieckiej armii do tego narodu, zabijają ich jak muchy. Amon Goeth (fantastyczny Ralph Fiennes, który został obsypany nominacjami do najważniejszych nagród za tą rolę) strzela dla sportu do niczego się nie spodziewających ludzi (oddaje strzały ogromnej odległości (mój wzrok na to by nie pozwolił)). Doskonały obraz okrucieństwa i perfidii. Ale film nie o tym jest, a o Oscarze Schindlerze, który będąc niemieckim przedsiębiorcą zatrudnia Żydów w swojej fabryce. Według ideologii Niemców Żydzi to nie ludzie, ale Schindler widzi w nich ludzi i chce im pomóc, chociaż robi to tak jakby przy okazji. Nie chce wiedzieć, że robi coś dobrego, początkowo kierował się tylko chęcią dorobienia się majątku, złości się gdy ktoś mu dziękuje. Liam Neeson w roli Schindlera nie bardzo mi się podoba, ale ja zwyczajnie nie lubię takiego rodzaju bohaterów. Ten film jak można dosyć szybko zauważyć ma chyba najbardziej polską obsadę ze wszystkich oscarowych produkcji, chociaż polscy aktorzy raczej odgrywają role epizodyczne i są bohaterem zbiorowym i jedyny kolorowy akcent w tym filmie gra polska aktorka, kiedyś (bardzo dawno temu) widziałem z nią program, ale była już podrośnięta. No i taka Anna Mucha kto by pomyślał (zdjęcie poniżej). 
Będąc w domu obejrzałem lub zacząłem oglądać i wymienię to co moim zdaniem można polecić: Azura i Asmara; 2046 chociaż jestem dopiero w połowie wiem że ten fil zasługuję na uwagę i Człowiek, którego nie było ten film udało mi się dooglądać i jestem pod dużym wrażeniem. Rodzina nie ułatwia oglądania filmów niestety. Lista może nie bardzo mi się podobała, ale to bardzo dobry film i wypada go obejrzeć, ze względu na historię. Trudno jest zrobić o takiej tragedii, który byłby surowy i bezwzględny a zarazem zostawiał odrobinę nadziei, a także nie obdzierał potworów z resztek ludzkich uczuć. Woja rządzi się swoimi prawami, ale nie można podczas niej zapominać o człowieczeństwie. Jak we wszystkich filmach dokumentalizowanych na koniec padają takie liczby, że na chwilę obecną (rok 1994) w Polsce mieszka 4 000 Żydów a w trakcie wojny zginęło ich 6 000 000. Od dawna byłem świadom, że przed wojną spotkać Żyda to było jak spotkać bacie na ulicy, po prostu byli wśród nas, a dzisiaj? Nigdy nie zdarzyło mi się spotkać/poznać kogoś o tym wyznaniu, moim zdaniem straszna to myśl.
piątek, 11 lutego 2011
Fizjologia na Wzgórzu Królików
Po przemyśleniach uznałem, że raczej będzie to mój blog filmowy. Będę tutaj opowiadał, co obejrzałem i co o tym myślę. No więc wczoraj z racji, że zaczął znowu działać mi internet obejrzałem krótkometrażówkę Day & Night z 2010 roku, który aktualnie jest nominowany do Oscara i został doceniony Annie za jak można się domyślić najlepszy krótko metrażowy film animowany. Film opowiada (jeśli krótki metraż ma mieć jakieś przesłanie) o spotkaniu się dwóch wersji świata tej jasnej i tej ciemnej. Każda jest zafascynowana tą drugą i rozczarowana sobą. Pokazują sobie na wzajem co mają w sobie najfajniejszego co u drugiej wersji okazuję się zupełnie nieciekawe. Bardzo dobrze zrealizowany, zabawny, z przymrużaniem oka. Można obejrzeć tutaj i gorąco poleca, ładna jakość.
Dzisiejszy egzam z fizjologii był zaskakujący, miały być pytania zagadnieniowe - ogólne. Pytanie które moim zdaniem zasługuje na zostanie pytaniem roku to: Fizjologia wątroby i trzustki. i pisz tu mądry. Wątpię aby mi się udało. Zobaczymy.
Postanowiłem wziąć się za siebie, ale pierwszego dnia już mi kiepsko idzie, ale bloga piszę (sukces - brawa dla mnie). Na dzisiaj zaplanowałem mnóstwo rzeczy, część zrealizowałem. Z tych filmowych to obejrzenie Wzgórza królików, zainteresowałem się ty filmem bo tytuł wydał mi się zaskakująco podobny do Wodnikowego wzgórza Richarda Adamsa i się nie pomyliłem. Ciekawe dlaczego polski tytuł brzmi tak jak brzmi skoro w oryginale Watership Down ani słowa królik ani wzgórze nie ma? Ale trafne tłumaczenie tytułów nasz naród opanował do perfekcji. A wracając do samego filmu, który niestety oglądałem z wieloma przerwami i to głównie z mojej winy, podobał mi się. Dosyć naturalistycznie wykreowane postacie, ładne krajobrazy. Nic na siłę. Motywy etniczne przy opowieściach świetne. Trochę się rozpływam. A co do akcji to Piętek przeczuwa zbliżające się zagrożenie i namawia króliki do opuszczenia królikarni. Wielki królik wysłuchuje piętkowych przeczuć ale nie bierze ich na poważnie, natomiast jego brat Leszczynek wierzy w nie. Podobno już takie coś jego bratu się zdarzało. Trochę królików wyruszyło w poszukiwaniu nowego miejsca do zamieszkanie, tytułowego wzgórza. A że to historia o królikach, to czekały na nie rozmaite królicze problemy, psy, koty, ludzie i inne królikarnie, a także potrzeba rozmnażania się jak te przysłowiowe króliki i do czego je to pcha. Na filmwebie postawiłem filmowi 7. A kreacja ptaka i jego sposób mówienia - nieziemski, jak to ptak. Polecam.
Dzisiaj możliwe że coś jeszcze obejrzę, jak to mam w zwyczaju. Pewnie z tego nic mi nie wyjdzie, bo odwiedza mnie daaawno nie widziana znajoma. Raczej pogadamy niż pooglądamy. Chociaż pytała się co obejrzymy. Powiedziałem że na pewno coś się znajdzie.
Zjadłem dwie czekolady na obiad: milkę łaciatą i wedla z nadzieniem śliwkowym, chociaż obiecywałem sobie, że od dzisiaj będzie coś normalnego na obiad.
Dzisiejszy egzam z fizjologii był zaskakujący, miały być pytania zagadnieniowe - ogólne. Pytanie które moim zdaniem zasługuje na zostanie pytaniem roku to: Fizjologia wątroby i trzustki. i pisz tu mądry. Wątpię aby mi się udało. Zobaczymy.
Postanowiłem wziąć się za siebie, ale pierwszego dnia już mi kiepsko idzie, ale bloga piszę (sukces - brawa dla mnie). Na dzisiaj zaplanowałem mnóstwo rzeczy, część zrealizowałem. Z tych filmowych to obejrzenie Wzgórza królików, zainteresowałem się ty filmem bo tytuł wydał mi się zaskakująco podobny do Wodnikowego wzgórza Richarda Adamsa i się nie pomyliłem. Ciekawe dlaczego polski tytuł brzmi tak jak brzmi skoro w oryginale Watership Down ani słowa królik ani wzgórze nie ma? Ale trafne tłumaczenie tytułów nasz naród opanował do perfekcji. A wracając do samego filmu, który niestety oglądałem z wieloma przerwami i to głównie z mojej winy, podobał mi się. Dosyć naturalistycznie wykreowane postacie, ładne krajobrazy. Nic na siłę. Motywy etniczne przy opowieściach świetne. Trochę się rozpływam. A co do akcji to Piętek przeczuwa zbliżające się zagrożenie i namawia króliki do opuszczenia królikarni. Wielki królik wysłuchuje piętkowych przeczuć ale nie bierze ich na poważnie, natomiast jego brat Leszczynek wierzy w nie. Podobno już takie coś jego bratu się zdarzało. Trochę królików wyruszyło w poszukiwaniu nowego miejsca do zamieszkanie, tytułowego wzgórza. A że to historia o królikach, to czekały na nie rozmaite królicze problemy, psy, koty, ludzie i inne królikarnie, a także potrzeba rozmnażania się jak te przysłowiowe króliki i do czego je to pcha. Na filmwebie postawiłem filmowi 7. A kreacja ptaka i jego sposób mówienia - nieziemski, jak to ptak. Polecam.Dzisiaj możliwe że coś jeszcze obejrzę, jak to mam w zwyczaju. Pewnie z tego nic mi nie wyjdzie, bo odwiedza mnie daaawno nie widziana znajoma. Raczej pogadamy niż pooglądamy. Chociaż pytała się co obejrzymy. Powiedziałem że na pewno coś się znajdzie.
Zjadłem dwie czekolady na obiad: milkę łaciatą i wedla z nadzieniem śliwkowym, chociaż obiecywałem sobie, że od dzisiaj będzie coś normalnego na obiad.
czwartek, 10 lutego 2011
Start
Jest 12:52 zamiast uczyć się zakładam bloga, którego prowadzenie zaniecham szybciej niż mi się wydaje. Kilka dni temu postanowiłem obejrzeć wszystkie filmy, które dostały Oscara za film, a także filmy które zostały wyróżnione Złotą Palmą. Kiedyś przyjdzie czas to i filmy nagrodzone Srebrnym Niedźwiedziem również obejrzę. Niedawno obejrzałem "Julie i Julia", nie specjalnie mi się podobał. Julie prowadziła w nim bloga kulinarnego i miała tam opcje ile dni do końca terminu jaki sobie ustaliła i ile przepisów do wykonania jej zostało. Niestety ja takiej opcji tutaj nie widzę, więc będę co jakiś czas informował jak mi postępy idą. Nie ustaliłem też żadnej daty, kiedy miałbym zrealizować cel, bo to tylko by mnie sfrustrowało. Na niektóre produkcje przyjdzie mi pewnie polować latami. Termin wykonania zadania jest otwarty. Na chwile obecną Oscarem za film zostało nagrodzonych 83 produkcje, z czego widziałem 30 tytułów (Casablanka, Amerykanin w Paryżu, Gigi, Dźwięki muzyki, Ojciec chrzestny, Ojciec chrzestny II, Lot nad kukułczym gniazdem, Annie Hall, Łowca Jeleni, Gandhi, Amadeusz, Pożegnanie z Afryką, Ostatni cesarz, Wożąc panią Daisy, Milczenie Owiec, Forrest Gump, Braveheart - Waleczne Serce, Angielski Pacjent, Titanic, Zakochany Szekspir, American Beauty, Piękny Umysł, Chicago, Władca Pierścieni: Powrót Króla, Za wszelką cenę, Miasto gniewu, Infiltracja, To nie jest kraj dla starych ludzi, Slumdog. Milioner z ulicy, The Hurt Locker. W pułapce wojny), co wskazuje że zostało mi jeszcze 53 do obejrzenia. Natomiast za dwa tygodnie dojdzie jeszcze jeden do tego. W drugiej kategorii - filmy ze Złotą Palmą jest ciut gorzej bo na 84 widziałem 13, nie będę ich teraz wymieniać bo muszę się pouczyć i filmami z Cannes zajmę się bardziej po obejrzeniu oscarowych.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)